Taką jakby mini-recenzję tego cuda popełniłam tutaj. Nie wiem jak to się stało, że zapomniałam o tym kosmetyku - wpadł między tubki i się zapodział. Cudem odnaleziony po kilku miesiącach leżakowania jest teraz moim namberem łan.
Jak już pisałam w intro, puder zamknięty jest w plastikowej puderniczce. Całość jest lekka i zgrabna, bez problemu mieści się nawet w najmniejszej kobiecej kosmetyczce. Niekoniecznie podobał mi się koncept dwuwarstwowego puzderka, z drugiej strony jednak osobna przegródka na gąbeczkę to świetny pomysł i z czasem się do tego wszystkiego przekonałam - najważniejsze, że puder i lusterko są na jednym poziomie - do szewskiej pasji doprowadzało mnie, już nie pamiętam w jakim kosmetyku, lusterko na jednym poziomie a kosmetyk na drugim.
Kolor jest idealny dla żółtawych bladziochów i średnio jasnych cer. Nie ma w nim ani grama różu, to sama beżowa żółć z rozświetlającymi drobinkami.
Pudru można używać dwojako - jako wykończenie pędzlem lub jako podkład gąbeczką. CFP nałożony pędzlem daje twarzy matowe ale świetliste wykończenie a nałożony gąbeczką konkretnie kryje i stosowanie jakiegoś bb kremu/podkładu pod CFP mija się z celem.
Trwałość jest konkretna - na mojej mieszanej cerze, która ostatnio uwielbia się świecić jak psu klejnoty (ale dzięki Bogu to jedyna moja ciążowa przypadłość urodowa *odpukać w niemalowane*) mat trwa około 5h, później muszę się poprawiać. Ale i tak uważam to za sukces bo brzoskwiniowy Skin Food wytrzymuje tylko 2h i na dodatek niemiłosiernie mnie wysusza :(
Bardzo polecam bo to dobry produkt. Śmiem twierdzić, że jest dużo lepszy niż kompakt Dior Forever czy puder Lancome (nazwy nie pamiętam, bo to bubelek był i szybko się z nim pożegnałam), których używałam w zamierzchłych czasach.
A teraz wracam do strefy kibica, gdzie trwa dyskusja o naszych orłach. Franku Smuda, gdzie te cuda? Strasznie szkoda mi tych chłopaków, bo mają potencjał ale brak osoby, która potrafiłaby to wykorzystać. Aż chce się rzec, parafrazując *klasykę*, Franz, why? (nie będę złośliwa i nie napiszę, że for money).
Z mężem stwierdziliśmy też, że to przykre, że duża większość piłkarzy reprezentacyjnych to dla nas gównażeria a nie stare pryki (jak to było jeszcze kilka lat temu). Starość nie radość a młodość nie wieczność.
Aha, kupiłam sobie w końcu sukienkę na wesele. Takie zakupy w ciąży to masakra - wszystko źle leży a brzuch teraz rośnie dość szybko i to co dobre *w talii* teraz za dwa tygodnie może być już przyciasne. Sukienkę z obrazka znalazłam przez przypadek w moim ulubionym sklepiku dla ciężarówek. Pani właścicielka zamówiła sukmanę dla kogoś innego ale ten ktoś inny się rozmyślił i sukmana miała wrócić do centrali. Matkoboskoczęstochowsko bardzo się ucieszyłam, gdy ją dorwałam. Cudna jest. Jeszcze tylko buciszcza i będę jak ta lala z piłką pod sukienką.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skin79. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skin79. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 18 czerwca 2012
czwartek, 10 listopada 2011
Zakupowy tydzien.
Kilka cukierków z ostatniego tygodnia (uściślijmy - od poniedziałku ;)). Przybyło mi zwłaszcza lakierów, ale listonosz przyniósł też trzy BB kremy, tusz do rzęs (tusz SkinFood jednak nie przypadł mi do gustu) i Soft Jelly Cleansing Puff - co to za cudo, nie mam pojęcia :D Wieczorem będę testować, więc jutro zdam relację.
Dokładniejsze zdjęcia lakierów jutro, dzisiaj już nie zdążyłam. A czego można się spodziewać: Fall Fashionista od FingerPaints (bez Haute Taupe ale za to z Tiffany Imposter), kilka kolorów Misy z kolekcji 9-5, Ash Brown i Alias Color Cluba, Long Stem Roses, Smokin' Hot i Limited Addiction Essie i Diva Of Geneva OPI, Pixie Dust Nubara oraz top coat POSHE.
FingerPaints są cudowne. Pomalowałam już wzornik, i malowało się nimi cudownie. Mają fantastyczny korek, który jest wygodny w trzymaniu, a pędzelek ma optymalną długość. Misy to delikatesy, ale ja mimo wszystko lubię takie kolory. Ash Brown to niemal to samo co Rad Nomad i Smokin' Hot, będzie porównanie. Diva to jednak nie mój kolor a Pixie Dust jest uroczym top coatem z delikatnymi glass flecks. Lakiery Essie cudowne, zwłaszcza Long Stem Roses.
BB krem Holika Holika to nowość. Do tej pory w serii Petit BB były cztery kremy: Watery, Clearing, Essential i Moisture. Teraz dołączył do nich Shimmering. Ja mam Watery i Clearing, porównanie kolorów także zamieszczę w najbliższym czasie. Kremów Skin79 (Lovely Girl i Dream Girls) jeszcze nie otwieralam, zostawiam je sobie na inne czasy ;)
Tusz (The Style Viewer 270HD #03) już zdążyłam przetestować. Ma bardzo fajną szczoteczkę (dużą i gęstą) i suchawą konsystencję, charakterystyczną chyba dla tuszy Missha. Efekt jaki daje jest obłędny, dużo ładniejszy niż ten, który daje tusz SkinFood.
Tak na szybko to już chyba tyle, dokładniejsze opisy + foty jutro.
Dokładniejsze zdjęcia lakierów jutro, dzisiaj już nie zdążyłam. A czego można się spodziewać: Fall Fashionista od FingerPaints (bez Haute Taupe ale za to z Tiffany Imposter), kilka kolorów Misy z kolekcji 9-5, Ash Brown i Alias Color Cluba, Long Stem Roses, Smokin' Hot i Limited Addiction Essie i Diva Of Geneva OPI, Pixie Dust Nubara oraz top coat POSHE.
FingerPaints są cudowne. Pomalowałam już wzornik, i malowało się nimi cudownie. Mają fantastyczny korek, który jest wygodny w trzymaniu, a pędzelek ma optymalną długość. Misy to delikatesy, ale ja mimo wszystko lubię takie kolory. Ash Brown to niemal to samo co Rad Nomad i Smokin' Hot, będzie porównanie. Diva to jednak nie mój kolor a Pixie Dust jest uroczym top coatem z delikatnymi glass flecks. Lakiery Essie cudowne, zwłaszcza Long Stem Roses.
BB krem Holika Holika to nowość. Do tej pory w serii Petit BB były cztery kremy: Watery, Clearing, Essential i Moisture. Teraz dołączył do nich Shimmering. Ja mam Watery i Clearing, porównanie kolorów także zamieszczę w najbliższym czasie. Kremów Skin79 (Lovely Girl i Dream Girls) jeszcze nie otwieralam, zostawiam je sobie na inne czasy ;)
Tusz (The Style Viewer 270HD #03) już zdążyłam przetestować. Ma bardzo fajną szczoteczkę (dużą i gęstą) i suchawą konsystencję, charakterystyczną chyba dla tuszy Missha. Efekt jaki daje jest obłędny, dużo ładniejszy niż ten, który daje tusz SkinFood.
Tak na szybko to już chyba tyle, dokładniejsze opisy + foty jutro.
Etykiety:
bb krem,
cleansing puff,
Color Club,
Essie,
Finger Paints,
Holika Holika,
lakiery do paznokci,
Missha,
Nubar,
OPI,
POSHE,
skin79,
tusz do rzęs,
z Korei,
z USA
czwartek, 15 września 2011
BB inaczej.
Ciężki dzień. Od 7:30 zajęcia, potem projekt edukacyjny (nie wiem po co wprowadzono realizację tych projektów, toż to nikomu niepotrzebna strata czasu...), potem rada i na końcu zebranie z rodzicami. A jutro ognisko z moimi dzieciakami...
W domu czekała na mnie miła niespodzianka - paczuszka z Korei. Crystal Finish Pact to jasny, żółty puder w kompakcie. Całość zamknięta jest w eleganckiej, plastikowej (chociaż stylizowanej na metal) puderniczce. Puderniczka ma dwa poziomy - z puszkiem oraz z lusterkiem i pudrem. Otwieranie jest wygodne a całość jest lekka i poręczna. Szkoda, że nie ma welurowego etui.
Cena to około $14 przy gramaturze 14g.
Jest to puder matujący. Kupiłam go z myślą o poprawkach w ciągu dnia. Nie zawsze ich potrzebuję, ale są dni, gdy moja strefa T przetłuszcza się bardziej, i właśnie na takie okazje kupiłam sobie BB w pudrze ;)
Kolor jest idealny - nie ma w nim ani grama różu, jest za to dużo żółci, która na twarzy pięknie wtapia się w cerę.
Po pierwszym teście mogę powiedzieć, że efekt końcowy jest podobny do tego, który daje puder sypki SkinFood - satynowy, żywy mat. Nałożony pędzlem daje delikatne, transparentne wykończenie, natomiast położony dołączonym puszkiem wygląda jak podkład - czyli to taki kosmetyk 2w1.
Jutro na wycieczce sprawdzę, jak się sprawuje w terenie.
Update: po całym dniu w terenie, w wietrznej ale bardzo ciepłej pogodzie, moja twarz jest ciągle świeża i matowa. Rano nałożyłam puder puszkiem na krem WaterDrop Lioele. Nie wykańczałam makijażu niczym innym, nałożyłam tylko trochę brązera. Crystal Finish Pact przeszedł testy pomyślnie w warunkach tak jakby ekstremalnych. Jestem zadowolona.
W domu czekała na mnie miła niespodzianka - paczuszka z Korei. Crystal Finish Pact to jasny, żółty puder w kompakcie. Całość zamknięta jest w eleganckiej, plastikowej (chociaż stylizowanej na metal) puderniczce. Puderniczka ma dwa poziomy - z puszkiem oraz z lusterkiem i pudrem. Otwieranie jest wygodne a całość jest lekka i poręczna. Szkoda, że nie ma welurowego etui.
Cena to około $14 przy gramaturze 14g.
Jest to puder matujący. Kupiłam go z myślą o poprawkach w ciągu dnia. Nie zawsze ich potrzebuję, ale są dni, gdy moja strefa T przetłuszcza się bardziej, i właśnie na takie okazje kupiłam sobie BB w pudrze ;)
Kolor jest idealny - nie ma w nim ani grama różu, jest za to dużo żółci, która na twarzy pięknie wtapia się w cerę.
Po pierwszym teście mogę powiedzieć, że efekt końcowy jest podobny do tego, który daje puder sypki SkinFood - satynowy, żywy mat. Nałożony pędzlem daje delikatne, transparentne wykończenie, natomiast położony dołączonym puszkiem wygląda jak podkład - czyli to taki kosmetyk 2w1.
Jutro na wycieczce sprawdzę, jak się sprawuje w terenie.
Update: po całym dniu w terenie, w wietrznej ale bardzo ciepłej pogodzie, moja twarz jest ciągle świeża i matowa. Rano nałożyłam puder puszkiem na krem WaterDrop Lioele. Nie wykańczałam makijażu niczym innym, nałożyłam tylko trochę brązera. Crystal Finish Pact przeszedł testy pomyślnie w warunkach tak jakby ekstremalnych. Jestem zadowolona.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












