Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sezonowe kolekcje: jesień 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sezonowe kolekcje: jesień 2012. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 lipca 2012

China Glaze, On Safari - podsumowanie.

Na wstępie chciałam Wam serdecznie podziękować, że towarzyszyłyście mi podczas tej lakierowej wędrówki po Afryce :) Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam :D


On Safari to jesienna kolekcja China Glaze - 12 kolorów, w większości kremy (8 sztuk) ale mamy też brokaty (2 sztuki) i shimmery (2 sztuki).

Są w tej kolekcji lakiery przepiękne (Exotic Encounters, Adventure Red-y, Kalahari Kiss, Desert Sun, I Herd That, I'm Not Lion, Purr-fect Plum ), lakiery ładne (Elephant Walk, Jungle Queen, Man Hunt) i lakiery zwyczajne w kierunku mało udanych (Prey Tell i Call Of The Wild).

Moimi zdecydowanymi ulubieńcami są Exotic Encounters, Desert Sun i I Herd That - absolutnie przepiękne i niepowtarzalne (i mówi to kobieta, która ma sporo malowideł do paznokci).

Czy Wy macie swoje typy z tej kolekcji? Albo może jakieś anty-typy? Czy zamierzacie kupić jakiś lakier z tej kolekcji? Chętnie poznam Wasze zdanie :)

China Glaze, On Safari - Prey Tell.

To już jest koniec. Wieczorem wrzucę małe podsumowanie tej kolekcji :)


Oczy Was nie mylą - to nie jest ta sama butelka, co w poprzednim poście :) To inny lakier, w innej butelce. Ale czy na pewno? :D




Prey Tell to coś pomiędzy bardzo ciemnym śliwkowym fioletem a brązem. Szczerze powiedziawszy jeden kolor tego typu w kolekcji byłby wystarczający a tutaj mamy aż dwa. Po co? Nie mam zielonego pojęcia. Ten lakier jest tak mało interesujący, że aż sama nie wiem, co o nim napisać. Bo nie chcę powtarzać tego, co już zostało powiedziane w poprzednim poście - to samo mogłabym napisać i tu. Ocenę tych dwóch kolorów pozostawiam Wam. Ja wiem, że jeden z nich (jeszcze nie wiem który) poleci w inne ręce.

Do zobaczenia w podsumowaniu kolekcji, które pojawi się wieczorem :):)

China Glaze, On Safari - Call Of The Wild.

Dzisiaj skończymy nasze Safari z China Glaze. Na koniec zostawiłam dwa lakieru, które imo, są najmniej ciekawe w całej dwunastce.


Call Of The Wild to głęboki, ciemny brąz. Mimo, że ciemny to nie czarny. Neutralny ale w ciepłym kierunku. Kremowy. Kryje średnio - czasami wystarczą dwie warstwy, czasami przydałaby się trzecia.

Kolor jest ładny - dla lubiących takie odcienie. Mnie nie powalił i nie wiem, czy nie poszuka nowego domu.




Przypominam o kończącym się dzisiaj rozdaniu olimpijskim (klik)! A jeśli będę mieć dobry humor to wieczorem ogłoszę kolejne, Kultowe :D So, stay tuned ;)

sobota, 28 lipca 2012

China Glaze, On Safari - I'm Not Lion.

Na jutro zostawię sobie dwa brzydalki (i podsumowanie całej kolekcji) a dzisiaj pocieszymy oczy kolejnym ślicznym brokatem.


Jasny, chłodny, piaskowo-bezowy brokat z holograficznymi drobinkami. Podobnie jak brat bliźniak I Herd That kryje już przy dwóch warstwach, wysycha na szorstko i matowo.
Jestem tymi brokatami zachwycona - wiedziałam, że będą mi się podobać, ale nie przypuszczałam, że aż tak! Cudeńka :)



zbliżenie w pełnym słońcu *.*
Na skórkach mam Regenerum, którym jestem, póki co, zachwycona :) Jedyne co mi przeszkadza to wzrost paznokcia, bo muszę je skracać teraz zdecydowanie częściej niż przed używaniem serum. Ale stan moich paznokci i skórek widocznie się poprawił - rozdwojone końce już zlikwidowałam a skórki zaczynają w końcu wyglądać jak skórki a nie jak jakieś suche ogryzki.

China Glaze, On Safari - I Herd That.

Zostały mi do pokazania 4 lakiery - dwa najciekawsze i dwa najbrzydsze. Zacznę od jednego z tych najciekawszych ;)


I Herd That to ciepły, piaskowy, złotawy brokat z holograficznymi drobinkami. Na poniższych zdjęciach położyłam go na Kalahari Kiss ale nie jest to absolutnie potrzebne - lakier jest kryjący już przy dwóch położonych warstwach. Wysycha szorstko, dlatego warstewka czegoś gładkiego i błyszczącego jest dobrym pomysłem ;)

Zmywa się średnio, jak to brokat. Dlatego ja będę ten lakier (i ten drugi z kolekcji też :D) wykorzystywać do accent manicure :D




piątek, 27 lipca 2012

China Glaze, On Safari - Adventure Red-y.

Na dobry początek dnia piękna czerwień.


Adventure Red-y to kolor takiej średnio dojrzałej wiśni, która jeszcze wisi sobie spokojnie na drzewie. Klasyczna, kobieca czerwień - tej klasyczności dodaje jej tez szkliste, kremowe wykończenie. Lakier jest kryjący - jedna warstwa daje pełne krycie.
Pięknie wygląda na stopach :D




Dziękuję Doni za otagowanie :D Mój pierwszy tag i chociaż używam YT głównie do słuchania muzyki, kilka ulubionych kanałów urodowych mam - ale o tym później :)

czwartek, 26 lipca 2012

China Glaze, On Safari - Purr-fect Plum.

Są kolory, które nigdy mi się nie znudzą, mimo tego, że są powtarzalne i kolor marki X nie różni się praktycznie niczym od koloru marki Y czy Z. Takim kolorem jest dla mnie śliwkowy fiolet.


Purr-fect Plum to elegancka śliwka o kremowym wykończeniu. Co mnie cieszy - nie jest to śliwka ciemna, prawie czarna. Wykończenie jest szkliste nawet bez top coata.




I bonusik, bo 'purr' z nazwy kojarzy mi się tylko z jednym *purr purr purr*.



China Glaze, On Safari - Jungle Queen (plus prywata).

Na początku chciałabym podziękować: Dominice, za to, że zrobiła mi najpiękniejszy prezent na pierwsze urodziny bloga (dokładnie 25 lipca 2011 roku wrzuciłam na tę stronę pierwsze zdjęcie - był to nasz Albert, wtedy jeszcze słodki i kociakowaty) i Wam, za to, że wpadłyście i zostałyście na dłużej :) Jak przeczytałam wczorajszego posta Doni to się tak wzruszyłam, że łzy leciały mi z oczu jak woda z kranu a mąż się przestraszył i myślał, że rodzę. Dobrze wiedzieć, że mam w domu panikarza, który, kiedy już nastanie godzina 0, nie przyda się do niczego :D

A teraz lakier, który jest niesamowicie podobny (taki sam?) do słynnego Paradoxala Chanel. Próbowałam (i próbować będę nadal) porównać te dwa kolory na wzorniku, ale wychodzą taaaak zwyczajnie - buro i brzydko, a w rzeczywistości i jeden, i drugi to piękne okazy dużo bardziej skomplikowane niż bura baza.


Jungle Queen to fioletowo-brązowa baza z fioletowym shimmerem. Kryjąca, błyszcząca, elegancka. Dwie warstwy dają pełne krycie.



środa, 25 lipca 2012

China Glaze, On Safari - Desert Sun.

Ochra. Ugier. Brunatna żółć. Zwał jak zwał, jest pięknie :D


Kremowy, gęsty, kryjący. W kolorze, który można nazwać brzydkim. Ale dla mnie to ślicznota, ale ja lubię takie brzydotki.



China Glaze, On Safari - Elephant Walk.

Skóra zdarta ze słonia ;)


Jest to średnia szarość, ale idąca w kierunku ciemnej. Shimmer delikatny acz widoczny, nie gubi się w bazie. Wydaje mi się, że Elephant Walk jest bardzo podobny do lakieru Catrice London's Weather Forecast.

Aplikacja marzenie - idealna konsystencja, idealne krycie, idealne wszystko ;)



wtorek, 24 lipca 2012

China Glaze, On Safari - Kalahari Kiss.

Ostatnia Chinka na dzisiaj.


Kalahari Kiss to jasna, kremowa, piaskowo-beżowa żółć. Byłam tego koloru bardzo, bardzo ciekawa - i nie zawiodłam się.
Lakier jest gęsty i trochę tępy w aplikacji, dlatego może stwarzać problemy przy malowaniu paznokci.




Zrobiłam zdjęcia porównawcze Kalahari Kiss i Belcanto #102 - jeśli chcecie je zobaczyć dajcie znać ;)

China Glaze, On Safari - Man Hunt.

Man Hunt to głęboki królewski błękit, podobny do pokazywanego ostatnio Belcanto #107 - od Vipery jednak różni go to, że jest lakierem kremowym, w żadnym wypadku nie jest to żelek.


Pierwsza warstwa nie jest kryjąca - do tego potrzeba nałożyć dwie. Lakier jest średniej gęstości, maluje się nim dobrze ale może się rozlewać po skórkach. Niestety barwi płytkę :/




P.S. Serdecznie dziękuję za wszystkie głosy oddane w ankiecie :) Sugestie odnotowane w specjalnym zeszycie. Wieczorem zamieszczę kolejna ankietę, a jeśli macie jakieś swoje pomysły na to, co mogłoby znaleźć się na blogu zostawcie mi komentarz :)

China Glaze, On Safari - Exotic Encounters.

Przy okazji wizyty na poczcie zahaczyłam tez o Naturę. Miałam nadzieję, że pokaże Wam w tym poście intro Cruise Couture Catrice, ale niestety, w 'mojej' szafie ciągle zalega Revoltaire. Ale poprosiłam o odłożenie tego i owego oraz zostawiłam numer telefonu - mam dostać smsa, gdy dziewczyny w końcu wyłożą standzik. Wtedy wyślę męża i będę się mogła chwalić :D

A w tak zwanym międzyczasie pooglądajmy sobie lakiery China Glaze. Póki co ofociłam trzy, a poniżej zaprezentuję pierwszy z nich: Exotic Encounters.


Exotic Encounters to kremowa morska zieleń. Fantastyczna *.* Uwielbiam takie kolory i ten w 100% trafił w mój gust. Nie jest to typowy teal, bo niebieskiego to tu tyle, co kot napłakał - to piękna, morska zieleń (z naciskiem na morska :D). Aplikacja bezproblemowa, formuła idealna ;)




Następny w kolejce jest Man Hunt - pojawi się na blogu jeszcze dzisiaj :)

poniedziałek, 23 lipca 2012

Chinki czikulinki czyli China Glaze On Safari - intro.

Listonosz przyniósł mi dziś wieeeeeelkie pudło z lakierami. Pierwsze wrażenie? Wow, lepiej niż na zdjęciach w sieci :D Od jutra wielkie testowanie. A zdjęcia wzorników wrzucę za chwil kilka ;)


man hunt, exotic encounters, elephant walk

jungle queen, purr-fect plum, prey tell

adventure red-y, call of the wild, desert sun

i herd that, i'm not lion, kalahari kiss

środa, 18 lipca 2012

Jesień 2012 - Zoya. Szczęka mi opadła.

Ząbki zbieram i zastanawiam się, skąd je wziąć (lakiery, nie zęby). Wszystkie. Bo tak mi się podobają, że ja nie mogę.

Czemu Zoykę tak ciężko upolować w ludzkich cenach? Na eBayu ceny tych lakierów mnie nie przekonują, w polskich sklepach internetowych też nie jest najtaniej... Nie dam ca $50 za 6 lakierów, no...

Designer Collection

Diva Collection

Gloss Collection

środa, 27 czerwca 2012

The Office - jesienna kolekcja Essie?

Buszując po sieci w poszukiwaniu jakichś przecieków dotyczących jesiennej kolekcji Essie trafiłam na tę stronę i to zdjęcie:

źródło
Idea mnie się *bardzo* podoba - lubię The Office i z chęcią przygarną dwa, trzy, *wszystkie* lakiery. Kolekcja zapowiada się poważnie - dużo kolorów, dużo nazw... Podoba mi się tez odejście od typowo jesiennych barw wojennych - kolorowa jesień to jest to! Czekam, ach jakże niecierpliwie czekam na więcej szczegółów. Ale póki co, Essie - me likey!

wtorek, 17 kwietnia 2012

Jawohl, jawohl, ich liebe OPI.

Nom nom nom. Jesienią 2012 roku wybierzemy się w podróż do naszych zachodnich sąsiadów - OPI serwuje nam kolekcję niemiecką.

źródło: MissChievous
Nazwy (od lewej do prawej, cytując za MissChievous): My Very First Knockwurst, Don’t Pretzel My Buttons, Berlin There Done That, Dont Talk Bach to Me, Nein! Nein! Nein! OK Fine!, Schnapps Out of It, Suzi & The 7 Dusseldorfs, Every Month is Oktoberfest, Unfor-greta-bly Blue, Deutche You Want Me Baby, Danke-Shiny Red & German-icure by OPI.


Bardzo mi się podobają te kolory...