niedziela, 16 października 2011

eBayowa whish lista.

Praca to błogosławieństwo dla mojego portfela - nie tylko dlatego, że pierwszego każdego miesiąca wypłata ląduje na moim koncie, ale też dlatego, że kiedy jestem w pracy to nie mogę robić zakupów via eBay. Przez ostatni tydzień wish lista na portalu aukcyjnym potroiła długość a ostatnie grosze, które mam na PayPalu strasznie chcą się wydać.

WISH LISTA:

  • Orly Androgynie
  • Nubar Sparkles Collection (cała)
  • Nubar Pixie Dust
  • Nubar Raspberry Truffle
  • China Glaze Let It Snow Collection (cała)
  • MAC Deep Sea
  • MAC Fatigues
  • MAC Ocean Dip
  • Sephora by OPI Manhattan Minis
  • Sephora by OPI Be-Claus I Said So
  • OPI Miso Happy With This Color
  • Holika Holika Magic Sebum Sponge Sleeping Pack
  • Holika Holika MEDI-MEDI Magnesium Pack
  • Holika Holika Mineral Aura Bijou  w kolorach Peach Glow i Gold Bronze
  • Etude House My Wish Cheeck w kolorach Gorgeous Snow i Celebrity Peach
  • Etude House Baking Powder Crunch Pore Scrub
  • TonyMoly Maxi Power Foot Peeling

Ufff. I to wyżej to jest ta część, którą chciałabym zrealizować w najbliższej przyszłości... A na urodziny dostałam wycieczkę do Paryża, niestety prezent nie uwzględnia kieszonkowego - to muszę zapewnić sobie sama :( Na szczęście mam czas, bo wyjazd dopiero w ferie zimowe, i gdybym tak wszystko to, co wydaję na eBayu odkładała do skarbonki na wyjazd, to uzbierałaby mi się całkiem niezła sumka. Czas poćwiczyć silną wolę...

czwartek, 13 października 2011

Czasem slonce, czasem deszcz.

Czasem burza, czasem tęcza.

Pogoda za oknem zmienia się jak w kalejdoskopie. Albo ulewa albo słońce i błękitne niebo. Albo tęcza pojawia się nad potokiem albo burzowe chmury nadciągają od północy. Idzie oszaleć.

Birds of a Feather to jesienna (?) kolekcja Orly. Mam trzy kolory, z czego tylko ten, tórego zdjęcia są poniżej jest wart uwagi. O czym mowa? O Fowl Play oczywiście. Od początku było o tym kolorze głośno - bo to odpowiednik koloru, ktory jest VHTF (very hard to find) i discontinued - OPI Merry Midnight. Posiadam pierwowzór Fowl Play i co mogę powiedzieć - są podobne. Ba, są niemal identyczne. Fowl Play ma ciemniejszą bazę, co czyni z niego lakier samodzielny a nie layeringowy (chociaż FP potrzebuje trzech warstw do pełnego krycia - no ale MM nawet przy trzech jest lekko przejrzysty...).

Fowl Play (trzy warstwy):


I próbki z buteleczek Merry Midnight i Fowl Play:


Me, myself & gifts.

W sobotę mam urodziny. Od kilku lat należę już do klubu 25+, parę miesięcy temu zaczęłam nawet używać przeciwzmarszczkowego kremu pod oczy. W końcu bycie 25+ do czegoś zobowiązuje ;)

Kiedy 10 lat temu wyobrażałam sobie siebie starszą o tę dekadę, w mojej głowie wszystko wyglądało inaczej. Był mąż, dzieci, pies, dom z dużym ogrodem, buty na obcasach i kariera w korporacji. A co jest? No mąż jest. Zamiast psa jest kot, zamiast domu z ogrodem jest M3 w nowym budownictwie a zamiast butów na obcasach są wysłużone Converse'y. Nie ma też dzieci i pracy w korporacji. Jest spokojny żywo prawie wiejskiego nauczyciela. I szczerze powiedziawszy jestem bardzo szczęśliwa. Zakosztowałam wspinania się po firmowej drabinie awansu (ładnie to brzmi, prawda? a w rzeczywistości był to zwykły wyścig bezwzględnych szczurów) - ale bycie japiszonem to nie moja kromka chleba. I wtedy właśnie, jak z nieba, spadła propozycja pracy w szkole. Podjęliśmy z mężem decyzję o powrocie w jego rodzinne strony i tak sobie tu żyjemy, spokojnie i szczęśliwie.

Tak mnie wzięło na wspominki przy okazji kupowania prezentów. Bo coś mi się od życia należy za te 27 lat trudów i znojów ;) Poza wczorajszymi Nubarami kupiłam też dwie zimowe kolekcje lakierowe, na punkcie których oszalałam kompletnie.

OPI Muppets to 12 niesamowitych kolorów. Inspirowane muppetami kolory to głównie glittery i shimmery, ale są wśród nich tez i kremowe odcienie. Cena? Razem z wysyłką oscyluje wokół $100. W porównaiu z Touring America, które miałam za $59 w sumie, to ta stówa to majątek. Ale co - urodziny ma się tylko raz do roku ;);)



Essie Coctail Bling zachwyciłam się w momencie zobaczenia zdjęć promocyjnych. Idealnie wyważona kolekcja - wszystkiego po trochu i niczego za dużo. Cena w porządku, ja zapłaciłam $40 z wysyłką. Po przeliczeniu wyszło mi 21,(3)PLN za sztukę.

Bangle Jangle, Bobbing for Baubels, Coctail Bling, Broach the Subject, School of Hard Rocks, Size Matters


Ciągle zastanawiam się nad zakupem świątecznych China Glaze. Może po weekendzie się zdecyduję.

I co, pozostaje mi czekać na pana listonosza...

Colour & Go for fall 2011 - part one.

Swatche dziesięciu z dwudziestu-iluś nowych kolorów. Nie jestem w stanie obfocić wszystkiego na raz, więc postanowiłam podzielić te maleństwa na trzy grupy :) Poniżej część pierwsza.

Camouflage to brąz z domieszka zieleni. Wojskowy kolor, który występuje we wzorach moro w parze z khaki. 



High Spirits to nietypowe khaki. Nietypowe, bo z shimmerem. Shimmer jest tu widoczny, ale nie odbiera uroku temu lakierowi. Mnie się podoba, chociaż wolę inne, nieco bardziej spektakularne shimmery.




It's Khaki Time! to kremowe khaki, raczej jasne. I takie lekko ziemiste, może nawet trochę oliwkowe. No i na pewno inne niż pozostałe, jesienne khaki z tego roku.



No Doubt to kremowy, lekko szary jasny beż. Bardzo podobny do Movin' On z wycofanej serii MultiDimension.



Nude It! to jasny, cielisty beż. Bez różu czy żółci. Mnie się podoba.



Trendsetter - przyznam się po cichu, że wolę Trendsettera w butelce MultiDimension ;) Tamta zieleń jest obłędna, przy czym ten brąz jest powtarzalny. Taki błotny burek.



Princess Prunella to jednak nie dupe Paradoxala. To jest shimmerowa śliweczka z szarym podbiciem ale w zupełnie innym stylu niż lakier Chanel.



In Style to zieleń z granatowym podbiciem. Podobna do After Eight z jesiennej linii lakierów Catrice.



Gleam In Blue jest dziwny. To taki niebieski z powiek kobiet zza wschodniej granicy. W moim subiektywnym rankingu nowych kolorów Essence jest na ostatnim miejscu. Brzydal, ot co.



Sure Azure jest uroczy :) Baby blue z delikatnym shimmerem. No po prostu uroczy.



Postaram się resztę wrzucić przed powrotem do pracy ;)

środa, 12 października 2011

Whitening Marvel Gel Ginvera - recenzja.

Korzystając z chwili swobody, chciałabym przedstawić Wam coś, co według mnie jest fenomenem na rynku kosmetycznym. I to chyba to cudo zapoczątkowało u mnie miłość do peelingów bez drobinek.
Mowa o Whitening Marvel Gel firmy Ginvera (trzy razu muszę sprawdzać, czy dobrze napisałam nazwę, nie wiem czemu ten peeling funkcjonuje u mnie pod imieniem Ginevra...).
Marvel Gel  to kosmetyk z Singapuru ale robiony na licencji japońskiej firmy. Wszystko to jest mocno pokręcone, bo, w skrócie, Marvel Gel robiony jest na japońskiej licencji w Malezji dla marki singapurskiej. Ale najważniejsze jest to, że, mimo tych wszystkich zawiłości, żel jest świetny.


Na eBayu nie ma zbyt wiele aukcji z Marvel Gelem. Jak go już sobie kupimy (a ceny są przeróżne, naprawdę; widziałam aukcje, na których kosztował $30(!) - z darmową wysyłką, no ale to gruba przesada, bo tubkę o pojemności 60ml można mieć już za $16 z wysyłką) to musimy uzbroić się w cierpliwość - jeśli kosmetyk wysyłany jest z Malezji, to do Polski pójdzie nawet 4 tygodnie...

Marvel Gel to, surprise surprise, żel :D Przejrzysty, jasnozielony żel, który delikatnie pachnie zielona herbatą.  Producent zaleca stosować go na suchą, wcześniej oczyszczoną twarz (chociaż osoby, które mają wrażliwą cerę powinny jednak twarz wcześniej lekko zmoczyć). Ja nakładam porcję wielkości orzecha laskowego na każdy policzek, brodę i czoło, na nos to, co mi się zwyższy ;) Teraz przyszedł czas na masaż - żel wmasowujemy w skórę twarzy - działanie jest natychmiastowe, bo w żelowej bazie od razu pojawiają się grudki złuszczonego naskórka. Kosmetyk ten jest na tyle delikatny, że można go stosować na skórze wokół oczu.

Jak już wyżej pisałam - ja jestem zachwycona. Skóra zaraz po użyciu jest niesamowicie gładka. Wymaga nałożenia kremu (u mnie jest to sleeping pack) albo maseczki nawilżającej.








Tak, te grudki na zdjęciu poniżej to złuszczona skóra i inne niespodzianki ;)

Działanie widoczne gołym okiem, prawda?

Ze swojej strony polecam - niekoniecznie akurat ten peeling, ale któryś z dostępnych na eBayu bezdrobinkowych żeli. Chociażby brzoskwiniowy Baviphat (mam w planach notkę z porównaniem tych dwóch kosmetyków).

Nubar Jeans Collection - preview.

Kupiłam sobie dzisiaj zestaw trzech lakierów Nubara z najnowszej, dżinsowej kolekcji marki.


Uwielbiam niebieskie lakiery, ostatnio przechodzę też fascynację lakierami Nubar, nie mogłam więc przejść obok tego setu obojętnie. Poza tym: a) wydaje mi się, że ta mini-kolekcja jest tańszym odpowiednikiem Les Jeans od Chanel (na które mam wielką ochotę); b) środkowy kolor, czyli Boyfriend Jeans na tym zdjęciu jest bardzo podobny do Blue India MACa, a takich kolorów to mi nigdy za wiele.
Czekam więc z utęsknieniem.

A jeśli o Blue India chodzi - chyba znalazłam bardzo dobra bazę do frankena, który będzie niemal identyczny jak Blue India. Na dniach zamieszczę fotorelację z mieszania :)

wtorek, 11 października 2011

Colour & Go for fall 2011.

Od wczoraj jestem na L4 - dopadło mnie zapalenie oskrzeli. Dzisiaj i tak jest dobrze, w sobotę byłam ledwo żywa.
Gdy wczoraj wracałam od lekarza wstąpiłam do Natury i obkupiłam się w nowości. Wzięłam prawie wszystkie nowe kolory (nie kupiłam tylko Black is Back, bo kremowe czernie to zdecydowanie nie moja bajka), a że dzisiaj czuję się już o niebo lepiej, postanowiłam je pokazać.


Essence Colour & Go w buteleczkach:
 Od lewej do prawej: Frozen Queen, Fateful Desire, Fame Fatal, Reach Peach, Think Pink, Be Optimistic!, Camouflage, Shiny Godness, Make It Golden, High Spirits, It's Khaki Time!, Nude It!, Trendsetter, Time For Romance, Princess Prunella, Sure Azure, Gleam In Blue, Hard To Resist, In Style, Blue Addicted, Viva La Green, Icy Princess, No Doubt, Rich & Pretty, Luxury Secret, Midnight Charm, Galactic Black.


I na wzorniku: 
I tu podobnie - od lewej do prawej:
- Fateful Desire - czerwień z wyraźnym różowym podbiciem; krem
- Fame Fatal - jasna, klasyczna czerwień; krem
- Reach Peach - ciemny brudny róż; krem
- Think Pink - cukierkowy, lekko przybrudzony róż; krem
- Be Optimistic! - rdzawy pomarańcz; shimmer
- Camouflage - wojskowy brąz, pomieszanie brązu i khaki; krem
- Shiny Godness - jasne ale trochę brudne złoto; shimmer
- Make It Golden - różnej wielkości drobinki w złotawej, transparentnej bazie; glitter
- High Spirits - zieleń typu khaki; shimmer
- It's Khaki Time! - zieleń typu khaki; krem
- Nude It! - beżowy cielak; krem
- Trendsetter - błotny brąz; krem
- Time For Romance - śliwkowo-czerwona baza z holograficznym pyłkiem i brokatem w   kolorze bazy; glitter
- Princes Prunella - szaro-bura śliwka w typie Paradoxala; shimmer
- Sure Azure - ciemniejszy baby blue; shimmer
- Gleam In Blue - jasnodżinsowy odcień niebieskiego; shimmer
- Hard To Resist - granat; shimmer
- Frozen Queen - szarawa biel z fioletowym połyskiem; shimmer
- In Style - zielono-niebieski z połyskiem, bardzo podobny do After Eight Catrice; shimmer
- Blue Addicted - zielony i niebieski brokat w granatowej bazie typu jelly; glitter
- Viva La Green - zieleń słodkiego groszku; krem
- Icy Princess - połyskliwe srebro; shimmer
- No Doubt - szarawy beż; krem
- Rich & Pretty - połyskliwy szampan; shimmer
- Luxury Secret - metaliczny, ciemny brąz; shimmer
- Midnight Charm - metaliczny, bardzo ciemny granat; shimmer
- Galactic Black - czarna baza ze srebrnymi flakies; glass flecked

Uff, no to by było na tyle. Kolory są ładne ale chyba nie porywają. Na plus dwa odcienie khaki. Szkoda, że nie ma ładnego teala z prawdziwego zdarzenia. No i szkoda, że MultiDimension znikają z oferty...